Niña Coyote eta Chico Tornado „Atea” (2025)
Stoner z baskijską duszą i pazurem
„Atea” to już piąty album duetu. Tytuł (który po baskijsku oznacza „drzwi” a po hiszpańsku „ateistka”) symbolizuje nowy rozdział w ich muzycznej drodze i zaprasza do zgłębienia ich muzycznego świata, a zarazem pokazuje ich punkt widzenia odnośnie społecznych dogmatów. Po eksperymentalnym albumie „Niña Coyote eta Chico Tornado vs Don Condor eta Ñora Alacrán” (2022), gdzie zaskoczyli flirtem z cumbią i rytmami latynoskimi, Baskowie wracają tu do swoich rockowych korzeni, choć nie zapominają o tym, czego się nauczyli. „Atea” jest więc i powrotem, i poszerzeniem horyzontów.
Już otwierający całość kawałek „Trash” to prawdziwy manifest. Nagranie powstało z udziałem gości z różnych stron Hiszpanii – Maiki Makovski, Rodrigo Cuevasa, Anxeli (Bala), Ovidiego (Los Zigarros), Moniki (Le Ra) oraz Robbiego z kalifornijskiego Waxy – którzy śpiewają każdy w swoim języku (kolejno po katalońsku, asturyjsku, galicyjsku, kastylijsku i angielsku). Wspólnie powtarzają mantrę: „Todo es basura” – „Wszystko jest śmieciem” tworząc krótki, buntowniczy hymn, napędzany punkową energią. Od razu wiadomo, że ten album nie będzie grzeczny.
„Trash”
Dalej jest równie intensywnie, choć różnorodnie. W tytułowym „Atea” (mój faworyt i gotowy hit) duet bawi się rytmem, tworząc coś, co przypomina The White Stripes z baskijskim temperamentem. Dalej wkraczamy w nieco mroczniejsze i bardziej chaotyczne brzmienia: „Ez Dut” przywodzi na myśl wczesną Nirvanę, „Gure Gau” idzie w stronę psychobilly, podczas gdy „Bidea Elurpean”, z udziałem znanego bertsolari [baskijski wykonawca poezji śpiewanej] Jona Maii, pokazuje bardziej refleksyjne oblicze grupy – od spokojnego początku po ciężki, niemal hipnotyczny stonerowy finał. Dalej mamy też żywiołowy, punkowy „Killer”, a z kolei „Paradisua” łączy pulsujący groove z ciężarem, który mógłby spodobać się nawet fanom Black Sabbath.
Na albumie znajdziemy też 3 instrumentalne utwory, które jednak nie służą jako wytchnienie. Wręcz przeciwnie – ich pełne przesterów, kontrolowanego hałasu i psychodelicznych efektów pejzaże potrafią wciągnąć głębiej niż niejeden utwór z wokalem. Dwa z nich wieńczą krążek: „Tziroi” to hołd dla zmarłego przyjaciela zespołu, Ioritza Apaolazy, którego głos można usłyszeć w tle, niczym psychofoniczny szept. Natomiast „Basque Panther Party”, z wyraźnym nawiązaniem do ruchu Black Panthers i Rage Against The Machine, brzmi jak muzyczny manifest wolności – pełen rytmu, hałasu i gniewu.
„Atea” to płyta, która otwiera kilka drzwi naraz. To rockowy huragan z baskijską duszą, intensywny i szczery, ale też bardziej zróżnicowany i dojrzały niż wcześniejsze nagrania duetu. Niña Coyote eta Chico Tornado wciąż grają tak, jakby od ich riffów zależało przetrwanie świata – i może właśnie dlatego ich muzyka tak porusza. Bo w tym chaosie, huku i przesterach kryje się czysta, żywa energia.
Nasza ocena: 8,5/10
Posłuchaj płyty na Spotify:
Linki zewnętrzne:
- Strona oficjalna niñacoyotechicotornado.com
- Facebook @Niña Coyote eta Chico Tornado
- Instagram @nina_coyote_chico_tornado
- Spotify @Niña Coyote eta Chico Tornado
- Bandcamp @niacoyoteetachicotornado.bandcamp.com
- YouTube @ninacoyoteetachicotornado867
Zobacz też:
- ZESPOŁY: Berri Txarrak: baskijski nr 1
- RECENZJE: Ezpalak „Gatza” (2024). Baskijski wulkan energii
- RECENZJE: Bala „Besta” (2024). Furia, bunt i bezkompromisowy punk-rock
- RECENZJE: Su Ta Gar „Alarma” (2022). Baskowie coraz młodsi, jeńców nie biorą
- NIUSY: Ogień z Kraju Basków. Liher publikuje album „Eta hutsa zen helmuga”
