Fito & Fitipaldis „El monte de los aullidos” (2025)
Klasyczny Fito powraca
Poprzednia płyta, „Cada Vez Cadáver” » z 2021 r., na którą fani musieli czekać aż siedem lat, okazała się ogromnym sukcesem komercyjnym zespołu i tylko umocniła pozycję Fito Cabralesa jako jednego z najważniejszych głosów hiszpańskiego rocka. I tym razem artysta pozwolił materiałowi dojrzeć – do studia wszedł dopiero w kwietniu 2024 r., a efekt tej pracy ujrzał światło dzienne półtora roku później, pod koniec października 2025 r. Równolegle ogłoszono szeroko zakrojoną trasę Aullidos Tour, która błyskawicznie zaczęła wyprzedawać kolejne daty.
„El monte de los aullidos” trwa niespełna 39 minut i składa się z dziesięciu utworów. Co ciekawe, to pierwszy album w karierze Fito & Fitipaldis bez żadnego coveru – jest za to kawałek instrumentalny. Za produkcję ponownie odpowiada Carlos Raya, a w studiu towarzyszyła mu sprawdzona „drużyna”: Coki Giménez (perkusja), Boli Climent (bas) i Javi Alzola (saksofon).
Już otwierający album i zarazem promujący go singiel „Los cuervos se lo pasan bien” pokazuje, że Fito pozostaje wierny swojemu brzmieniu – osadzonemu w rocku z domieszką bluesa, swingu i rockabilly – choć z wokalem bardziej dojrzałym, momentami lekko chropowatym. To jeden z tych szybszych, energetycznych numerów, które od razu nadają płycie tempo. W podobnym duchu utrzymany jest singlowy „A contraluz” – dla mnie bodaj najmocniejszy punkt krążka. Do tej grupy można też zaliczyć „Una maldita suerte”, wciągającą, taneczną kompozycję o retro zacięciu, która przenosi nas wiele dekad wstecz.
Na tym jednak nie koniec, bo siłą „El monte de los aullidos” są właśnie kontrasty. Obok przebojowych, rockandrollowych momentów pojawiają się bardziej refleksyjne utwory, jak „Volverá el espanto”, dotykający tematu wojny i przemocy, czy nastrojowe, bluesowe „El monte de los aullidos” oraz ballada „La noche más perfecta”. Całość zamyka lekkie instrumentalne „Ardi” – ukłon w stronę rock’n’rollowej tradycji.
„El monte de los aullidos” nie jest albumem rewolucyjnym, bo nigdy nie miał nim być. Fito nie ulega modom, nie eksperymentuje na siłę z brzmieniami spoza swojej bajki, ani nie stara się nikogo naśladować. Artysta konsekwentnie buduje własny świat – bezpieczne miejsce, w którym może opowiadać o sobie, swoich wątpliwościach i obserwacjach rzeczywistości – niczym wycie samotnego wilka na wzgórzu, do czego nawiązuje tytuł krążka.
Podsumowując – „El monte de los aullidos” to solidny, dojrzały album, który nie zmienia zasad gry, ale przypomina, dlaczego Fito & Fitipaldis od lat wypełniają największe hale w Hiszpanii. Jeśli ktoś gustuje w rockowej klasyce i ceni charakterystyczne brzmienie Fito, szczerość i konsekwencję – znajdzie tu dokładnie to, po co przyszedł.
Ocena: 7,5 / 10
Posłuchaj płyty na Spotify:
Linki zewnętrzne:
- Strona oficjalna fitoyfitipaldis.com
- Facebook @fitoyfitipaldisoficial
- Twitter @FitipaldisRock
- Instagram @fitoyfitipaldisoficial
- Spotify @Fito y Fitipaldis
- YouTube @ fitoyfitipaldis
