f
Muzzaica - hiszpański rock & metal
Polski  | Español

Legendy heavy metalu na jednej scenie: Barón Rojo i Obús w Gironie


Sala La Mirona, 6 czerwca 2025


Pierwszy tydzień czerwca rozpoczął się z przytupem dla fanów mocniejszych brzmień w Gironie. Sala La Mirona zaproponowała bardzo ciekawy repertuar koncertowy, pełen prawdziwych rockowych ikon. Wśród nich, podczas tego samego wieczoru, Barón Rojo i Obús! Zapraszam na fotorelację z tych wydarzeń.

Już w poniedziałek, 2 czerwca, otworzył występ legendarnego perkusisty Marky’ego Ramone’a. Na małej scenie artysta wraz ze swoim zespołem zaprezentował klasyki z repertuaru Ramones – solidna dawka punk rocka na dobry początek tygodnia.

Prawdziwa kulminacja emocji miała jednak nadejść w piątkowy wieczór. Na dużej scenie La Mirony pojawiły się dwie legendy hiszpańskiego heavy metalu: Obús i Barón Rojo. Jeszcze niedawno wydawało się, że na koncert tego drugiego nie ma już szans – pożegnalna trasa „El Último Vuelo” sprzed kilku lat miała być końcem działalności zespołu. Jednak, jak to bywa w dzisiejszych czasach w świecie muzyki, niektóre pożegnania bywają jedynie tymczasowe.

Koncertowe rytuały w Gironie

Sala La Mirona mieści się na obrzeżach Girony, w strefie przemysłowej – wśród magazynów i garaży, co zresztą jest dość typowe dla wielu katalońskich sal koncertowych. Ja tym razem postanowiłem być eko i dotrzeć na miejsce rowerem.

Przed koncertem, zgodnie z lokalną tradycją, metalowa rodzina spotyka się przy barze obok stacji BP. To miejsce niezmiennie gromadzi fanów, którzy przy piwie i hiszpańskich bagietkach przygotowują się na muzyczne emocje. Wśród stolików przechadza się sprzedawca z koszulkami gwiazd wieczoru i oferuje je w bardzo przystępnych cenach.

Obús – energia, która nie zna wieku

Wieczór rozpoczął się z niewielkim opóźnieniem, ale już od pierwszych minut było wiadomo, że czeka nas widowisko najwyższej próby. Scenę zdobiły wielkie płótna z logo Obús – czaszki i charakterystyczny napis robiły wrażenie. Jednak najważniejsi byli oczywiście muzycy. 71-letni Fortu i nieco młodszy Paco pokazali, że wiek nie ma znaczenia, kiedy w grę wchodzi pasja i rockowa energia. Przez blisko półtorej godziny zespół grał na pełnych obrotach. Nie zabrakło też popisowego numeru perkusisty – gry na metalowej drabinie! To był mój drugi koncert Obús – i gdyby zagrali kolejnego dnia, pojawiłbym się bez wahania. Nie tylko za sprawą świetnej muzyki, ale też niepowtarzalnej atmosfery, jaką tworzą na scenie. Prawdziwa rock’n’rollowa uczta.

Barón Rojo – solidny powrót, choć bez fanfar

Po krótkiej przerwie technicznej na scenie pojawił się Barón Rojo. W odróżnieniu od Obús, na scenie nie było banerów ani ozdobników – jedynie czerwone światła (pasujące do nazwy zespołu) i surowy klimat. Mimo problemów wokalnych, zespół dał bardzo solidny koncert. Przede wszystkim Armando de Castro po raz kolejny pokazał klasę jako gitarzysta, a wspierający go na wokalu Carlos oraz pełen energii José mieli świetny kontakt z publicznością.

Barón Rojo udowodnili, że wciąż są w formie. Przede wszystkim partie gitarowe brzmiały znakomicie i słychać było, że to doświadczeni muzycy, którzy z niejednego pieca jedli.

Obús górą

Choć obie hiszpańskie legendy zaprezentowały wysoki poziom, dla mnie numerem jeden jest wciąż Obús. Choć nie wszyscy metalowcy się ze mną zgodzą, to ten wieczór tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Fortu i spółka wciąż mają w sobie to „coś”!

Salud, metal – y nos vemos pronto!

PoLoko

Galeria zdjęć

Linki zewnętrzne:


Zobacz też: