Vértigo - La frágil sensación de euforia (2007)
Po świetnym debiucie, chłopaków z Vértigo dopadł syndrom drugiej płyty. Tym razem nie oznacza to jednak, że „La fragil sensación de la euforia” to album nieudany - co to, to nie. Jak dla mnie jednak nie wystarczająco dobry.
Zacznijmy od pozytywnej uwagi: „La fragil...” to przede wszystkim płyta, której bardzo dobrze się słucha. Jest tu kilka dynamiczniejszych piosenek, potencjalnych przebojów oraz sporo, przyjemnie brzmiących, spokojniejszych utworów. W porównaniu do debiutu, album ma zdecydowanie bardziej dopracowane brzmienie, nad którym pracował sam Carlos Escobedo, wokalista Sôber oraz ich producent Alberto Seara. I stąd może największa jak dla mnie wada albumu - tak wielka zbieżność właśnie w brzmieniu i stylistyce... Nawet Javier Saez naśladuje nieco sposób śpiewania lidera Sôber i Savia.
Biorąc pod uwagę całość, płyta jest trochę lżejsza i spokojniejsza niż poprzednia oraz zdecydowanie mniej agresywna. Niestety brak tu również „kompozycji-dynamitów”, a jedynie pierwszy numer utrzymany jest w energetycznej, żywej stylistyce, jaką znamy choćby z debiutanckiego albumu.
To właśnie początek płyty, znacznie zaostrza apetyty. Energetyczny „Despierta”, to znakomite otwarcie, a zarazem jeden z najlepszych utworów albumu – utwór, w którym szalone tempo idealnie współgra z chwytliwymi melodiami. Po tej piosence następuje już zmiana stylistyki na bardziej mroczną, majestatyczną i emocjonalną. „Nuestra Piel” i „En la profundidad” to utwory ciężkie, z mocnym głębokim refrenem, jednak trudno w nich (a zwłaszcza w tym pierwszym) nie zauważyć ręki pana Carlosa E. Jeszcze tylko dwie dynamiczne, choć utrzymane raczej w lżejszej rockowej stylistyce piosenki: „Hasta el amanecer” i „El pecado” i na dobre wkraczamy w strefę, gdzie rządzą emocje, podniosłe dźwięki, a duch Sober nie daje o sobie zapomnieć. Znajdziemy tu jednak bardzo dobre i urzekające utwory, jak: „La balada de los angeles caidos” (świetny refren plus dziwne wstawki elektro), „Miradas” (urzekający głos wokalisty w całej swej okazałości) czy „Infinito” (śliczna słodko-gorzka zwrotka).
Słuchając płyty nietrudno dać się uwieść czarownym dźwiękom, przekonującej i emocjonalnej artykulacji słów u wokalisty. Koniec końców jest to muzyka bardzo nastrojowa, utrzymana w melancholijnym klimacie. I choć czasem oczekiwałabym dynamiczniejszych kompozycji, które brzmiałyby bardziej tak, jak wyobrażam sobie „prawdziwe” Vértigo, to jednak uważam tą płytę za świetną propozycję na długie jesienne wieczory.
Ocena ogólna: 8/10
Posłuchaj płyty
Płyta do posłuchania na kanale youtube zespołu, pod tym linkiem »
