Z płyty na płytę można zaobserwować pewne zmiany w waszej muzyce. Na przykład wasz ostatni album: „13 Veces Por Minuto” jest trochę inny od poprzednich, nie tak ciężki, bardziej melodyjny. Czujecie potrzebę swoistej ewolucji, czy to naturalna kolej rzeczy?

Israel: Myślę, że tak nam po prostu wychodzi. Słuchamy bardzo dużo muzyki i myślę, że to widać na płytach, widać, że nie od roku, dwóch, trzech czy czterech, tylko od zawsze. Myślę, że zawsze byliśmy grupą, która chciała odzwierciedlić to, czego słucha, wszystkie wpływy, które ma na płycie. Nigdy się nie powstrzymywaliśmy przed wrzuceniem na płytę akustyka, czystego brzmienia czy takich rzeczy. Myślę, że zespół stopniowo funkcjonuje coraz lepiej, tryby są lepiej naoliwione, brzmi lepiej i mamy mniej uprzedzeń. I chcemy po prostu robić dobre piosenki.
Alejandro: Dla mnie nie jest mniej ciężki od „Destino Perdición”. To prawda, że ma refreny, piosenki i melodie, które bardziej zapadają w pamięć, niż te z innych płyt, ale jeśli chodzi o ciężar, o to żeby piosenki brzmiały mocno, jesteśmy pierwszymi, którzy nagrywając album chcą, żeby brzmiał ciężko. Inna sprawa, czy piosenka sama w sobie jest bardziej komercyjna, lepsza, albo łatwiejsza. Ta refleksja już należy do publiki, ale nie jest naszym zamiarem. My, kiedy tworzymy piosenkę, chcemy, żeby była dobra, żeby publika się czuła z nią zidentyfikowana. To, czy brzmi ciężej, czy mniej ciężko, mocniej, czy lżej nie jest już kwestią naszych intencji. Prawda, że na tej płycie szukaliśmy refrenów, melodii, które by zapadały w pamięć. Nawet nie to, żeby zapadały w pamięć, tylko żeby były lepszymi piosenkami, bardziej kompletnymi.
Na żywo brzmią dużo mocniej.
Alejandro: Tak, zawsze jest ta słabość, że osoba która miksuje album przekształca piosenki w to jak powinny brzmieć. Nigdy nie jesteśmy zadowoleni, ale to się zdarza nie tylko nam ale wszystkim muzykom, nigdy nie jesteś w 100 procentach zadowolony w stosunku do tego co byś chciał. A na żywo nie ma ograniczeń.
A następny album? Jaki będzie?
Alejandro: Tego nawet my nie wiemy. (śmiech)
Israel: Prawda jest taka, ze nie wiemy, bo teraz komponujemy, powstają nowe piosenki i nie mamy jednej linii, że mówimy sobie: „zróbmy ją cięższą, albo lżejszą, bardziej melodyjną”. My tego nie zakładamy, tworzymy utwory, komponujemy. Wtedy być może jedna piosenka jest ostrzejsza, mniej ostra, bardziej melodyjna, mniej melodyjna... Zatem to, co robimy wygląda właśnie tak: mieć pewną ilość piosenek i potem zobaczyć co najlepiej się ze sobą łączy na płycie: 10 najlepszych piosenek albo 11 najlepszych piosenek, które są spójne i mają sens jedna obok drugiej. Oczywiście nie rozumiemy płyty w kategoriach: 8 piosenek wolnych i 2 szybkie, albo 8 szybkich i 3 wolne. Bo ja wiem, mamy trochę inną koncepcję tego, czego chcemy, trochę bardziej osobistą.

Na czym ona polega?
Israel: To coś niewytłumaczalnego, coś co czujemy i coś co podoba się całej piątce i co nas rusza. To skomplikowane, bo to kwestia tego, co nam się podoba. Jeśli zaczniesz myśleć o zespołach, które lubimy, to, bo ja wiem, możemy słuchać od Sepultury po Wildhearts czy Foo Fighters; od najbardziej melodyjnego po najcięższe i najbardziej ekstremalne. Stąd wychodzi Uzzhuaïa.
Wykonujecie świetną robotę i zasługujecie na powszechne uznanie, nie tylko w Hiszpanii. Myśleliście o wyjściu poza granice kraju?
Alejandro: Język to zawsze przeszkoda, ale tak na prawdę to, czego brakuje, żeby wyjść poza Hiszpanię, to kogoś, kto Cię pociągnie, jakiejś wytwórni, albo agencji managmentowej – kogoś, kto coś w Tobie zobaczy, co pozwoli Ci wyjść. Ale też to nie jest tak, że zamknęliśmy sobie drzwi. Jest Ameryka Południowa, z którą łączy nas język. A poza tym, Heroes del Silencio, żeby nie szukać daleko, mieli sukcesy w Niemczech, we Włoszech a śpiewali po hiszpańsku. Ale oczywiście oni mieli międzynarodową wytwórnię, jak EMI, która ich ciągnęła.
Zawsze o tym mówimy, że moglibyśmy zrobić koncert w Londynie, tylko musimy złożyć daty, żeby móc to wykonać, ale tak, można to zrobić. Z resztą Europy jest dokładnie tak samo. Nie żyjemy z tego, więc żebyśmy w piątkę mogli w danym momencie wziąć furgonetkę i pojechać sobie do Niemiec, do Polski czy do Skandynawii, do tego muszą się ułożyć gwiazdy.
Im dalej tym trudniej?
Alejandro: Powiedziałbym, że to bardziej skomplikowane. Ale z drugiej strony jest na tyle proste, żeby ktoś z Polski do nas zadzwonił i zapytał: „słuchajcie, chcecie tu zagrać?” To nie jest kwestia pieniędzy, to kwestia, żeby nam zaoferowano jakieś minimalne gwarancje, że jeśli podejmiemy się trudu, żeby tam pojechać, przynajmniej będą ludzie na koncercie. To nie kwestia finansowa, choć to też... (śmiech) Ale nie jest to kwestia, żebyśmy zarobili, tylko żeby nas nie kosztowało zbyt dużo pieniędzy i żeby był jakiś odzew, żebyśmy mogli to zrobić.
Israel: Myślę, że kwestia jest też trochę w tym, ze nie mamy już po 20 lat. Wiesz, to nie jest wyruszyć w przygodę, zobaczyć co się wydarzy, powiedzieć: „Dalej, weźmy furgonetkę i jedźmy sobie do Kolumbii albo do Holandii, zobaczymy co się stanie”. To nawet nie wiek, tylko to, że nie mamy na to ochoty. Ja biorę narzeczoną, albo ona mnie, wsiadamy do samochodu i wyruszamy w przygodę i super. Ale zespół... nie mamy na takie rzeczy ochoty, chcemy minimum: wiedzieć, że zorganizują nam występ w, nie wiem, w Warcwie... w Warszawie, w jakimś w miarę dobrym miejscu i że przyjdzie minimum ludzi. Jeśli nie, to się nie opłaca. Tak właśnie myślimy.
Na koniec zmieńmy temat. Powiedzcie, co wiecie o Polsce?
Alejandro: Macie bardzo dobre piwo.Israel: Jak szło to powiedzenie o niedźwiedziach...?
Alejandro: (Do Israela) Teraz zachowujesz się jak typowa modelka gdy ją zapytają co wie o Rosji (śmiech)
Álvaro: Ja wiem że Metallica często u Was gra.
A wiecie że mamy Mistrzostwa Europy?
Alejandro: Nie jesteśmy wielkimi kibicami. Pablo tak, trochę, ale my nie.
Israel: Ja uczyłem wielu Polaków hiszpańskiego.
Alejandro: Bardzo byśmy chcieli pojechać do Polski.
Israel: Z pewnością.
(Po chwili do rozmowy włącza się Pablo.)
A ty, Pablo, co wiesz o Polsce?
Pablo: Czy nie macie zaraz Mistrzostw Europy? A tak poza tym kojarzy mi się z tym, że Katalończyków w Hiszpanii nazywają „Polacy” i to w sposób negatywny. A ja tego nie rozumiem, nie rozumiem dlaczego się ich tak nazywa i dlaczego się łączy Polskę z czymś obraźliwym... Wiem też, że Polska niestety bardzo ucierpiała przez nazistów, że wielu Polaków zginęło i tego też nie rozumiem. Dlaczego? Co złego zrobiła Polska, żeby ludzie chcieli ją wykończyć?
Myślę że Polska to jeden z tych krajów których nie znasz. Wiesz, co to Polska, ale jej nie znasz. A to kraj, który zapewne jest interesujący. Myślę, że ludzie mają mylny obraz tego, czym jest Polska, że to kraj biedny... ja nie podzielam tej opinii, ale że to kraj biedny, w depresji. Nie wiem, bo nigdy nie byłem, ale wyobrażam sobie, że ludzie którzy tak myślą są w błędzie.
Oczywiście, a poza tym teraz wszystko się zmienia. Mamy już 20 lat demokracji.
Pablo: To samo mogą pomyśleć niektórzy o Hiszpanii. Możliwe że niektórzy myślą, że Hiszpania: dyktatura, Franco... a tak nie jest. A Polska? Tak samo.
Przeprowadziła Joanna Kowalczyk
Versión española de la entrevista ➤
