f
Polski  | Español

Autor: J.K. Data: 30.07.2017  



VITA IMANA „El M4l” (2017)


Zło w czystej postaci. Czwarty album studyjny kapeli.


Vita Imana powraca! Trzy lata od premiery poprzedniej, świetnie przyjętej płyty „Oceanidae” (czytaj tutaj ») i po półtorarocznej przerwie od koncertów, madrycka kapela Vita Imana opublikowała swój nowy krążek studyjny, zatytułowany „El M4l” (el mal – hiszp. zło). To czwarty album studyjny hiszpańskich mistrzów groove metalu, jednak pod wieloma względami – od okładki po warstwę muzyczną – różni się on od wcześniejszych ich dokonań. Przede wszystkim jest to pierwszy krążek tak ściśle koncepcyjny.

***

Klucz do zrozumienia całego konceptu zdradził nam sam zespół już w opisie crowfundingowego projektu, w ramach którego kapela zebrała aż ponad 20 tys. euro przy planowanych 12 tysiącach:

„inspirowaliśmy się istotą ludzką, jako twórcą zła [el mal]. Nikt nie jest obojętny wobec szkód, jakie człowiek wyrządza planecie Ziemi i coraz bardziej oczywiste jest, że jesteśmy egoistyczni, niszczycielscy, chciwi i że nasza żądza posiadania nie ma żadnych granic.

El M4l opowiada o walce tej planety, o to by spróbować zatrzymać zniszczenia, którym jest poddawana przez człowieka.”

Ekologiczny przekaz to jednak jedynie metaforyczna interpretacja historii, którą w formie dosłownej zespół podaje w kolejnych utworach. Słyszymy tam bowiem przede wszystkim mroczną i dramatyczną opowieść o gwałcie i ciąży z gwałtu. Ta metafora czyni cały przekaz jeszcze bardziej uderzającym. Zwłaszcza, jeśli przyjrzymy się krwawej grafice płyty (szczególnie na jej odwrocie).

W warstwie muzycznej również odnotujemy pewne zmiany. Jak na koncept album przystało, charakteryzuje się on złożoną konstrukcją, w ramach której brutalne, ciężkie kawałki co i rusz poprzeplatane są spokojnymi utworami instrumentalnymi i balladami. Co charakterystyczne, kolejne utwory gładko przechodzą jeden w drugi. Na albumie znalazły się również cztery interludia opatrzone japońskimi znakami oznaczającymi cztery żywioły (czyli znów ta czwórka, która pojawia się w tytule). Warto też zauważyć, że Javier Cardoso traci tu monopol na wokale: damski głos Miriam słychać tu o wiele częściej niż na którejkolwiek z poprzednich płyt. Do tego – to też nowość – wokalnie udziela się tu również jeden z gitarzystów, Puppy.

***

Album rozpoczyna się mocnym akcentem w postaci kawałka „Genesis” (geneza). Rozpoczynające go chaotyczne, niepokojące krzyki, niczym odgłosy czystego zła z piekielnych czeluści, stanowią adekwatne preludium do albumu o takim tytule i treści. Następnie przychodzi „La Duda” (wątpliwość) – utwór składający się z trzech około dwuminutowych aktów, które – choć utrzymane są w różnych klimatach i wyśpiewane przez różne głosy – doskonale łączą się w jedną, progresywną całość.

Dalej znajdziemy kolejne ciężkie, mniej lub bardziej rozbudowane utwory, jak „Nueva Vida” (nowe życie) czy singlowy „Mi Camino” (moja droga). Ten ostatni został singlem nieprzypadkowo, bo to bodaj najbardziej typowy dla zespołu kawałek, a ciężkie riffy i wokale smakowicie łączą się tu z melodiami. Melodyjnych wokali nie uświadczymy natomiast w tytułowym „El M4l” oraz „Irreversible” (nieodwracalne) – oba wprowadzają wiele groovemetalowej brutalności z jedynie pewną dozą chwytliwości w riffach czy refrenie (gdyby nie growl refren „Irreversible” brzmiałoby niemal jak popowy hit ;-)). Te wszystkie agresywne utwory przeplatane są spokojniejszymi – instrumentalnymi lub półinstrumentalnymi – utworami, takimi jak wspomniane cztery interludia (z których najbardziej urzeka mnie spokojny gitarowy riff utworu nr 9) czy też „El Comienzo” (początek), w którym pojawia się gitara akustyczna i chór gregoriański.

Na tym jednak nie koniec. Dopiero mroczny, lecz utrzymany w spokojniejszym tempie „Polvo y Aire” (kurz i powietrze) prowadzi do finału godnego tego albumu, czyli utworu „Vacío” (pustka). W tym najdłuższym, najbardziej rozbudowanym kawałku na płycie mieszanka łagodnych melodii i wokali z mocniejszymi, bardziej agresywnymi fragmentami jest bodaj najbardziej uderzająca, a do tego ogromną role odgrywa tu jakże charakterystyczna dla zespołu perkusja i bębny. Dlatego też można go uznać za najbardziej kompletny utwór tego wydawnictwa – taki, który może dać pewne wyobrażenie o jego całości.

***

Podsumowując, „El M4l” to płyta o wyjątkowo mocnym przesłaniu – nie tylko w warstwie słownej, ale i muzycznej – schizofreniczna, brutalna, ale jednocześnie piękna swoim trudnym pięknem. To krążek, który z pewnością wymaga od słuchacza poświęcenia mu czasu i uwagi, jednak w zamian pozostawia wiele silnych emocji, które z każdym kolejnym przesłuchaniem zamiast słabnąć, tylko się nasilają. Muzzaica poleca!

Nasza ocena: 8,5


Więcej o zespole:

ZESPOŁY: VITA IMANA. Dawka mocnego uderzenia z Madrytu »


Polecamy:

zespoly
Vita Imana
artykuly
Podsumowanie roku 2015. Cz.1: Najlepsze albumy 2015 roku na Muzzaice
niusy
Nowości jesieni 2016 – Medina Azahara, Su Ta Gar, Sinaia, EON, Fantástico Hombre Bala, Neila – rock metal alternatywny

Komentarze:

Twój nick:

Twój e-mail:

Treść:



Wszystkie prawa zastrzeżone © J. K. 2011-2017     © MUZZAICA: rockowo-metalowa mozaika. Hiszpański i latynoamerykański rock i metal!