f
Muzzaica - hiszpański rock & metal
Polski  | Español

La M.O.D.A. „Ninguna Ola” (2020)


La Maravillosa Orquesta del Alcohol (w skrócie La M.O.D.A.) zamknęła rok 2020 z nowym, oczekiwanym wydawnictwem. „Ninguna Ola” to czwarty album studyjny kapeli z Burgos. Zespół, który w tym roku świętuje dziesięciolecie działalności, podbił serca słuchaczy niebanalną mieszanką brytyjskiego folku, country, bluesa oraz indie rocka i punka. Płyta „Salvavidas” (2017) a następnie epka „7:47 (Ni un minuto más)” (2018) wprowadziły do ich muzyki jeszcze więcej refleksji, eksperymentów, ale też sporo rockowej drapieżności. Co zaś możemy powiedzieć o nowym ich dziele?

obraz

Jeszcze zanim płytę włożymy do odtwarzacza, naszą uwagę przykuwa jej tytuł, który dosłownie przetłumaczylibyśmy jako “żadna fala”. Wbrew pozorom i naszym bieżącym skojarzeniom z tym słowem mamy do czynienia z płytą właściwie przedpandemiczną - wszystkie utwory skomponowano, a większość również nagrano jeszcze przed marcem 2020. Mimo to doskonale wpasowuje się ona w dzisiejsze dziwne czasy. Tytuł nawiązuje bowiem do konceptu zmian – nieustannych, a jednak zmiennych fal, które są tu metaforą upływającego czasu.

Istnieje jeszcze druga interpretacja tytułu. „Nie chcemy by przyklejano nam jakieś etykietki, dlatego robimy to, na co mamy ochotę” – mówią muzycy. Tym albumem głośno stwierdzają: nie należymy do żadnego gatunku, żadnej fali.

Tak zaś zespół opisuje swój nowy krążek:

„Ninguna Ola” to płyta, dla której inspiracją były zmiany. Komponowaliśmy ją 2 lata. Nowe piosenki wynikają z naszych przeżyć w tym intensywnym okresie pełnym zmieniających się miejsc i okoliczności. Album został wyprodukowany przez Raüla Refree i nagrany w Lizbonie, Barcelonie, Madrycie i Andoain.

Płyta wyraża nasze odczucia wobec zmian w życiu prywatnym, w społeczeństwie i środowisku, które nas otacza. Ciągły ruch i upływ czasu. Refree pomógł nam przerodzić nasze myśli w dźwięki, otwierając przed nami nowe ścieżki i formy tworzenia muzyki, bez utraty naszej tożsamości.

I chyba te wszystkie wyjaśnienia i interpretacje stanowią klucz do zrozumienia tej płyty. „Ninguna Ola” jest bowiem krążkiem, który z początku mocno zaskakuje. Muzycznie jest on dużo spokojniejszy, bardziej melancholijny i zarazem oddalony od biesiadnego folku, który do tej pory (a szczególnie na pierwszych płytach) mocno pobrzmiewał w twórczości zespołu. Znalazło się też tu miejsce na eksperymenty, np. z syntezatorami. Biorąc jednak pod uwagę, że muzycy postawili na utwory trudniejsze, które nie wpadają tak łatwo w ucho, przy kolejnych przesłuchaniach płyta tylko zyskuje.

obraz

Na pierwszy plan jeszcze bardziej wysuwa się tu wokalista David Ruiz – utwory zresztą dużo mocniej przypominają piosenki jego solowego projektu nostalgia.en.los.autobuses. Dramatyczny, rozedrgany wokal i mądre, pełne znaczeń poetyckie teksty sprawiają, że słuchając tej płyty ma się wrażenie obcowania ze sztuką wyższą. Jego śpiew i sposób artykulacji, który nadaje dodatkowe znaczenia słowom, sprawia, że wydaje się nam ona niezwykle szczera, a wręcz intymna.

Już otwierająca album minimalistyczna ballada „93compases” wprowadza nas w jego klimat, który rozkręca się przy hipnotyzującym singlu „La Vuelta”. To, co zapowiadało się jako trochę nietypowa ballada, okazało się, jedną z najbardziej „standardowych” piosenek na tej płycie. Delikatnie folkowe brzmienia usłyszymy pierwszy raz w „Un Bombo, una Caja”, tam też chwytliwy, śpiewny refren. Ale zaraz z tropu zbija nas chyba najbardziej eksperymentalny tu utwór "Conduciendo y llorando" (Prowadząc samochód i płacząc), w którym pojawia się hiphopowy podkład i odzwierciedlający chaos myśli dwugłos.


Singiel „La Vuelta”

„Regresso À Vida”, „Barcos hundiéndose” oraz „Banderas sin Color” to częściowo powrót do piosenek bardziej typowych dla La M.O.D.A. Przy okazji „Barcos hundiéndose” (Tonące statki) nie sposób nie zwrócić uwagi na element krytyki społecznej w tekstach. „Banderas sin color”, najbardziej rockowy kawałek z płyty, w nieco depeche’owskim stylu, pełen jest przemyśleń na temat oderwania od własnych korzeni, na przykładzie stosunku muzyków do rodzinnego Burgos.


„Banderas sin Color”

Kolejne spokojne ballady „Semifinales” i „Memorial” – ta druga znacznie bardziej „orkiestrowa” – prowadzą nas nieuchronnie do finału tego krótkiego albumu. A ten kończy się tak jak się zaczął – klimatyczną balladą, opartą na dźwiękach pianina, która rozkręca się w pełnoprawną piosenkę spod znaku La M.O.D.A. Pełen emocji głos i towarzyszący mu chór wyśpiewuje do ostatnich dźwięków płyty: „creo que lo hemos perdido todo” (myślę, że przegraliśmy wszystko). Bardzo przewrotne słowa jak na zakończenie tej płyty.


Finałowy „Colectivo Nostalgia”

„Ninguna Ola” to album, który fani albo z miejsca pokochają albo przeżyją wielkie rozczarowanie. Ja sama, choć bezgranicznie zakochałam się w tej wyważonej mieszance folku z artystycznym dramatyzmem „Salvavidas” jestem tą płytą jak najbardziej zauroczona, przy czym także, niczym po kolejnym sezonie ulubionego serialu, z niecierpliwością czekam na to, co będzie dalej…

Płyty posłuchasz m.in. na Youtube » lub Spotify »


Linki zewnętrzne:


Polecamy

KOMENTARZE