f
Polski  | Español




Berri Txarrak „Infrasoinuak” (2017)


Nowa płyta, nowy rozdział


20 lat kariery i co dalej? To trudne pytanie musieli postawić sobie muzycy Berri Txarrak po wydaniu i zakończeniu promocji swojej jubileuszowej płyty „Denbora Da Poligrafo Bakarra”(2014). Płyty jakże niezwykłej, bo składającej się z trzech EPek nagranych w trzech różnych stylach, odpowiadających różnym etapom kariery baskijskiej kapeli. Odpowiedzią na to jest album „Infrasoinuak”.

„Infrasoinuak” to wymarzony początek nowego rozdziału w karierze. To krążek prosty i bezpośredni, krótki i konkretny. Trzy, jasno oddzielone stylistyki z poprzedniej płyty ewoluowały tu w stronę jednego spójnego stylu, w którym punk, hardcore, stoner i indie znajdują swoje miejsce. Album wypełniony jest po brzegi punkowo-hardrockowym szaleństwem, ale i wibrującymi gitarowymi riffami ocierającymi się o stoner, nie brakuje też ukłonów w stronę indie rocka.

Od pierwszych nut do samego końca płyta trzyma mocne tempo i wysoki poziom. Prosty stonerowy riff „Dardararen bat” stanowi świetne otwarcie i ostrzy apetyty na więcej. Kolejne kawałki to już prawdziwy wulkan energii: „Zuri”, tytułowy „Infrasoinuak”, a nieco później miażdżąca, pełna niespodzianek „Hozkia” (jedna z moich faworytek) oraz czadowy „Sed Lex”. W dalszej części krążka nie zabrakło też nieco spokojniejszych utworów, jak „Beude”, „Katedral Bat” i kończący płytę „Zorionaren Lobbya”. Jest także melodyjny, wręcz radiowy „Spoiler”, w którym najpełniej objawia się indierockowa twarz zespołu, a przy tym to super kawałek, do podśpiewywania pod prysznicem. :)

Organiczne a przy tym czyste brzmienie to w dużej mierze zasługa produkcji, za którą odpowiadał tu Bill Stevenson, producent i perkusista Descendents, legendarnej amerykańskiej grupy punkrockowej. To z nim nagrali jedną z EPek do poprzedniego albumu, wówczas jednak nagrania trwały zaledwie tydzień, a kapeli zależało na osiągnięciu efektu prostego, garażowego brzmienia. Tym razem muzycy – zaproszeni przez Stevensona, z którego zespołem grali wspólną trasę po Ameryce Południowej – spędzili w studiu The Blasting Room w Fort Collins (Kolorado) cały miesiąc. Do USA udali się z gotowym materiałem, ale i postanowieniem, by słynnemu producentowi dać niemal wolną rękę i jak najwięcej czerpać z jego doświadczenia. Było warto, bo krążka po prostu świetnie się słucha.

Dziewiąta płyta Berri Txarrak została świetnie przyjęta przez hiszpańskie media (większość portali muzycznych umieściło ją w swoich podsumowaniach roku) oraz słuchaczy (znalazła się na listach najlepiej sprzedających się płyt rockowych). W ramach jej promocji kapela ruszyła właśnie w trasę koncertową, która zabierze ich w najdalsze zakątki świata, m.in. do Korei, Chin, Tajlandii, Indonezji czy Australii; zagrają też w Anglii, Szkocji i Irlandii. Czekamy na informacje o kolejnych europejskich koncertach i jak zwykle liczymy, że uda się nam tego cuda posłuchać na żywo.

Posłuchaj albumu:

Posłuchaj też na youtube » i spotify »


Zobacz też:

ZESPOŁY: Berri Txarrak. Hardcore punk z Kraju Basków »
PIOSENKOWNIA: Przez 500 lat... Berri Txarrak o konkwistadorach i o Kraju Basków »
NIUSY: 20 kawałków na 20-lecie. Nowy album i singiel Berri Txarrak  »


Polecamy:

zespoly
Berri Txarrak
recenzje
La Maravillosa Orquesta del Alcohol „Salvavida (de las balas perdidas)” (2017)
niusy
Topniejące lody Antarktydy. Nowe EP Asturyjczyków DESAKATO „Antártida”. Na żywo, ale w studiu.

Komentarze:

Twój nick:

Twój e-mail:

Treść:



Wszystkie prawa zastrzeżone © J. K. 2011-2018     © MUZZAICA: rockowo-metalowa mozaika. Hiszpański i latynoamerykański rock i metal!